No mili Państwo - prawda wyszła na jaw. A już miało być tak pięknie, już była taka radość, ... - aż tu nagle ktoś mi powiedział pewną okrutną prawdę...
No powiedzcie mi, skąd ja miałem wiedzieć, że jak się chce sprawdzić, czy jest dziecko w drodze, to wcale nie wkłada się testu ciążowego w główkę kapusty? Kuszka... jak nie tam, to gdzie? Przecież dzieci się biorą z kapusty! (mama mi tak zawsze mówiła ;)
No ale teraz tak na serio ;) Poprzednia notka nie była niczym innym, jak jednym, wielkim, bezczelnym, żartem primaaprilisowym na wielką skalę ;) Przyrzekam Wam moi drodzy, że w życiu moim i Kasi nie pojawi się żaden niemowlak, dopóki nie będziemy mieli dobrej pracy, a na naszych dłoniach nie pojawią się obrączki.
Niektórym ten nasz żart może wydawać się nie na miejscu, ale my po prostu chcieliśmy wymyślić coś... coś pozytywnego, bo żarty o zmarłej koleżance z klasy, czy przejechanym ukochanym piesku młodszej siostry, czy spalonym domu kolegi są moim zdaniem po prostu chore! Nasz żarcik nie zranił niczyich uczuć, nie przyprawił nikogo o odruchy wymiotne, ani o zawał serca (no chyba, że przeczytali tą notkę rodzice Kasi;).
Z tego, co widziałem w komentarzach i w wiadomościach na GG, to zdecydowana większość z Was nie skojarzyła tej notki z tym świętem pełnym fikcji ;)
No i (wiem, że nie powinno się zaczynać zdania od "no i";) mam nadzieję, że za dwa, może trzy lata będę mógł Wam pokazać autentyczny wynik naszego testu ciążowego.
Acha - to zdjęcie testu ciążowego użyte w poprzedniej notce zostało zapożyczone ze strony http://mamusia.mylog.pl/ (gorące pozdrowienia dla szczęśliwych rodziców!).
Dodano: 2 lata temu
Komentarzy: 13
... jakby był rodzicem to by go na kompie przez tydzień nie było... 


Wiedziałem
:D:D