Zapraszam do lektury drugiej części postu Z Nüvifonem G60 przez świat. Nie planowałem wprawdzie pisać drugiej części tego postu, ale że w sobotę wypadł mi nagły wypad do Częstochowy, miałem okazję przetestować G60 nie tylko w mieście, ale i w dłuższej trasie.
Nüvifon G60 prowadził nas (mnie i moją współmałżonkę ;) w obie strony na trasie Zielona Góra – Częstochowa. Generalnie za bardzo nie mam czego się czepić, bo mimo kilku niespodzianek jechało się z tą nawigacją całkiem przyjemnie. Ale po kolei :)
Zarządzanie energią
Używając nawigacji w samochodzie mamy ten komfort, że nie musimy martwić się o czas pracy na baterii. Są jednak sytuacje, gdy gniazdo zapalniczki jest już zajęte zasilaniem innego urządzenia (np. lodówki samochodowej), albo po prostu chcemy zabrać nawigację na pieszą wędrówkę. Wtedy czas pracy na baterii zaczyna odgrywać bardzo ważną rolę.
Wyjeżdżając o 7 rano z Zielonej Góry bateria G60 była naładowana do pełna. Komunikat o niskim stanie baterii wyświetlił się dopiero około godziny 11. Zanim nawigacja całkiem się wyłączyła minęła kolejna godzina. Można więc powiedzieć, że od momentu włączenia nawigacji z naładowaną baterią musi minąć około 5 godzin do jej całkowitego rozładowania. Wydaje mi się, że jest to w miarę przyzwoity wynik. Zapewne udało się go osiągnąć dzięki odpowiedniemu zarządzania energią. G60 przy pracy na baterii przyciemnia podświetlanie wyświetlacza, jeżeli na drodze nie dzieje się nic ciekawego. Dopiero, gdy zbliżamy się do jakiegoś manewru, wyświetlacz zostaje maksymalnie podświetlony. Co mnie trochę zdziwiło – ponowne przygaszenie następuje dopiero 30sec za manewrem. Jak na mój rozum, to powinno się przyciemniać od razu po wykonaniu danego manewru.
Gdy urządzenie przechodzi w tryb pracy oszczędnej (na słabej baterii) nic się w zasadzie nie zmienia. Różnica jest tylko taka, że na prostej drodze podświetlenie wyświetlacza wyłącza się niemal całkowicie.
Podoba mi się to, że po całkowitym rozładowaniu i wyłączeniu urządzenia, można podpiąć zasilanie i po włączeniu nawigacji dalej kontynuować jazdę po wcześniej wyznaczonej trasie.
Komfort jazdy
Po przejechaniu z tą nawigacją 900km mogę śmiało potwierdzić to, co pisałem w poście Pierwsze wrażenia po rozpakowaniu Nüvifone G60 – matowy wyświetlacz w tego typu urządzeniach powinien być standardem! Nawet w oszczędnym trybie pracy, przy prawie całkowicie przyciemnionym ekranie nie miałem żadnych problemów z odczytaniem mojej aktualnej prędkości czy godziny dojazdu. Tego nie da się opisać! Tego trzeba spróbować!
Informacje o manewrach
Komunikaty odtwarzane przez G60 są głośne i wyraźne, chociaż czasami mogą wprowadzić w błąd. Najbardziej irytujące i mylące są komunikaty odtwarzane przed rondami. Przykładowo – jeżeli na rondzie mamy wykonać manewr skrętu w lewo, nawigacja odtworzy komunikat „Za 200 metrów wjedź na rondo. Potem zjedź trzecim zjazdem w prawo”. Naprawdę wystarczy chwila nieuwagi, by w pamięci zostało tylko to „w prawo” ;) Nie wiem, po co w ogóle to „w prawo” jest dodane na końcu komunikatu. Przecież z ronda nie da się zjechać inaczej, jak kręcąc w prawo!
Jakby tego było mało, przed rondami głupieje też graficzny symbol najbliższego manewru, który znajduje się w lewym górnym rogu ekranu. Spójrzcie na tego screena:

Na mapie jak wół widać, że przez rondo mam przejechać na wprost. Dlaczego więc w lewym górnym rogu ekranu strzałka sugeruje mi, że za 200m mam skręcić w prawo? Co ciekawe, jak już wjechałem na to rondo, to pokazał się prawidłowy symbol:

Naprawdę nie potrafię powiedzieć, czy jest to jakiś błąd w oprogramowaniu, czy też może ma to jakiś głębszy sens. Niemniej w połączeniu z komunikatem „Za 200 metrów wjedź na rondo. Potem zjedź drugim zjazdem w prawo” ta strzałka naprawdę może wyprowadzić nas na manowce.
W komunikatach głosowych irytowało mnie jeszcze jedno – podawanie odległości do najbliższego manewru. We wszystkich nawigacjach, jakich wcześniej używałem, odległość była podawana przykładowo tak „Za 3 kilometry i 500 metrów…”. W Asusie G60 komunikat ma postać „Za 3, koma 5 kilometra…”. Wiem, że to tylko kwestia przyzwyczajenia… Ja jednak się do tej komy przyzwyczaić coś nie mogę ;)
Na stronie producenta można znaleźć informację, że nawigacja ta ma wbudowany głosowy system wspomagający, który potrafi czytać między innymi nazwy ulic. Testowany przeze mnie G60 ani razu nie wypowiedział nazwy żadnej ulicy. Nie udało mi się też znaleźć nigdzie w opcjach możliwości włączenia tego typu komunikatów. Ciekawe, czy to tylko przypadłość mojego egzemplarza, czy na stronie jest podana błędna informacja…
Mapy
W dzisiejszych czasach chyba każdy liczący się z użytkownikami producent sprzętu nawigacyjnego dostarcza bardzo dokładne mapy. W czasie całej drogi z Zielonej do Częstochowy tylko raz trafiłem na miejsce, gdzie kawałka drogi nie było w ogóle na mapie. Po stanie nawierzchni można przypuszczać, że była to w miarę nowa droga, tak więc pewnie nie została jeszcze naniesiona na mapy. Na poniższym zdjęciu widać wyraźnie ten kawałek drogi, oraz ładną łąkę na mapie ;)

No cóż – nie ma rzeczy doskonałych. Pamiętam, jak kiedyś wędrując z AutoMapą jechałem po drodze ekspresowej, której nie było na mapie. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że mapy miałem aktualne, a ta droga istniała od ponad roku ;)
Ale ogólnie mapom Garmina nie mam nic do zarzucenia. No – może jako stary użytkownik AutoMapy mógłbym trochę ponarzekać na kolorystykę i wrażenia estetyczne, ale tutaj znowu wracamy do kwestii przyzwyczajeń i gustu :) Przez ładnych kilka lat AutoMapa prowadziła mnie w różne zakątki kraju, jestem więc bardzo przyzwyczajony do wyglądu jej map i interfejsu.
Wrażenia ogólne
Ogólne wrażenia mam raczej pozytywne. Mimo tych kilku słów krytyki, całkiem przyzwoicie się jedzie z ta nawigacją. Trasa jest obliczana dosyć szybko – zarówno przy pierwszym jej wyliczaniu, jak i przy każdym zboczeniu z wyznaczonej drogi. Zdecydowanym plusem jest też ikonka symbolizująca dopuszczalną na danym odcinku drogi prędkość. Bez problemu odnaleźliśmy też z G60 najbliższą stację benzynową i KFC :)
Mam nadzieję, że znajdę w końcu chwilę czasu na wykonanie testów porównawczych, o których wspominałem ostatnio. A tymczasem zapraszam do przejrzenia pozostałych blogów, na których testowane są Nüvifony: http://cassia.pl, http://blog.fotogenia.info i http://www.foto.pwsk.pl.
Pozdrawiam serdecznie!


Jeśli chodzi o ronda, to nie rozumiem, czego się czepiasz. Praktycznie wszystkie nawigacje informują o zjazdach w ten sam sposób. Mi się na przykład taki sposób bardzo podoba, gdyż nie każde rondo musi mieć tylko trzy zjazdy; przy większych (a przecież są takie) nr wyjazdu jest wręcz idealną informacją, zwłaszcza w przypadku większych miast.
Ma podawać w stopniach współrzędne wyjazdu? :P
Czytamy ze zrozumieniem ;) Chodziło mi o to „w prawo” (co podkreślałem kilka razy) :)
A mi się ten różowy kolor bardzo podoba ;)
Eee, nie mów że z ronda zjeżdża się tylko w prawo. W Irlandii zjeżdża się w lewo. Tylko w lewo :)
Aj tam ;) Z Zielonej do Częstochowy nie jedzie się przez Irlandię ;)
Na upartego da radę.
Dać, da radę – ale jednak to tochę nie po drodze ;)
Ale na serio – jak już wjedziesz na rondo (obojętnie, czy nasze, czy lewe;), to nie da się z
niego zjechać w złym kierunku :)
Wcześniej używałem Sony, ale z racji wycofania się producenta z nawigacji (co przełożyło się na kiepski support i nieuaktualniane mapy) przesiadłem się na palmtopa z programem Navigona (mapy navteq). W obu przypadkach komunikat był taki sam jak u Ciebie. Obecnie czekam na paczkę z oryginalnym Navigonem, bo niestety palmtop zmienił właściciela.
da sie Łukaszu zjechac w druga da się
a jak bys wykonal manewr zawracania?
znajomy gdyby sie spodziewal ze stary kierowca, nie w takim wieku jak my tutaj, zrobi taki numer to by w rzyci tego nie powiedzial
zawroc na rondzie
a kierowca co zrobil? skrecil pod prąd w najblizszy wyjazd, wiec zawrocił w sumie, ale kurcze jak mozna bylo miec taki pomysł to ja nie wiem
Też mnie trochę razi to zjeżdżanie z ronda w prawo. Ponieważ teoretycznie – ale tylko teoretycznie – nie da się inaczej. Niestety żyjemy w czasach w których poziom zidiocenia społeczeństwa osiąga szczyty (wystarczy spojrzeć co serwuje telewizja a co łykają miliony – od MTV po nasze TVP) więc ostrożności nigdy za wiele.
Osobiście dwa razy miałem przypadek, że jakiś – jak ja to nazywam eufemistycznie ale bez intencji obrażenia kogokolwiek – „małomiejski kierowca” (sądząc po rejestracji) na rondzie jechał pod prąd. Niby ma prawo jazdy, kiedyś zdał egzamin a tu taki numer odstawia. Więc gdyby GPS takiemu kierowcy nie powiedział jasno „w prawo” to pewnie pojechałby najkrótszą drogą.
Innym razem wjeżdżając na estakadę – która zakręca i ma ekrany więc nie widać co na niej dopóki nie wjedziesz – natknąłem się na kogoś wycofującego. Droga dwupasmowa, jedziesz 80 (tyle dozwolone). I co teraz? Gdyby nie drugi – na szczęście wolny – pas miałbym poważny wypadek i to nie z mojej winy. Pewnie temu gościowi GPS też kazał zawrócić albo zauważył na ekranie, że jedzie nie tą drogą co powinien (poniżej estakady, równolegle, biegnie również ulica – za skrzyżowaniem ponownie się łączą).